Śliwka,czekolada, kawa, kardamon. Cztery smaki i pewna historia.

Są słodycze, które zjada się bez zastanowienia.

I są takie, przy których człowiek zatrzymuje się na moment.

Może dlatego, że najpierw widzi pudełko. Białe, spokojne, eleganckie. Z dyskretnym rysunkiem i złotym detalem, który łapie światło, gdy przesuwa się je w dłoni.

Nie krzyczy.

Nie musi.

W środku czeka śliwka w czekoladzie.

Ale nie całkiem taka, jakiej można się spodziewać.

Jest kawa.

I jest kardamon.

Wszystko zaczyna się od śliwki

Śliwka ma w sobie coś niezwykle polskiego i jednocześnie bardzo eleganckiego.

Dojrzała jest ciemna, miękka, pełna słodyczy. Po kandyzowaniu jej smak staje się bardziej skoncentrowany, głębszy, niemal likierowy.

A kiedy otula ją czekolada, dzieje się rzecz najprostsza i zarazem najważniejsza:

owoc przestaje być tylko owocem.

Staje się deserem.

Belgijska czekolada wnosi aksamitność i lekką gorycz. Śliwka odpowiada słodyczą.

Moglibyśmy na tym poprzestać.

Ale wtedy nie byłaby to nasza nowa śliwka.

Potem pojawia się kawa

Nie przypadkiem.

Kawa i czekolada znają się od dawna.

Jedna podkreśla drugą. Kawa odbiera czekoladzie odrobinę słodyczy, dodaje jej charakteru, sprawia, że smak staje się bardziej dorosły.

Pierwszy kęs jest więc znajomy.

Czekolada.

Śliwka.

A za chwilę pojawia się delikatna nuta palonych ziaren.

I właśnie wtedy do rozmowy włącza się kardamon.

Kardamon powinien przyjść ostatni

Z kardamonem trzeba uważać.

Jest przyprawą z temperamentem.

Dodany zbyt hojnie potrafi zagłuszyć wszystko inne. Dlatego tutaj nie gra pierwszych skrzypiec.

Pojawia się później.

Dyskretnie.

Lekko korzenny, cytrusowy, trochę tajemniczy.

To ten smak, którego człowiek nie zawsze potrafi od razu nazwać, ale po chwili sięga po następną śliwkę, żeby sprawdzić, co właściwie przed chwilą poczuł.

I wtedy zaczyna się cała zabawa od początku.

Śliwka.

Czekolada.

Kawa.

Kardamon.

Krakowska manufaktura i odrobina luksusu

Lubimy produkty, które mają własny charakter.

Dlatego nasze śliwki w belgijskiej czekoladzie z kawą i kardamonem powstają w krakowskiej manufakturze i są ręcznie pakowane.

Chcieliśmy również, aby ich opakowanie mówiło tym samym językiem co smak.

Dlatego jest oszczędne.

Jasne.

Nowoczesne.

Z delikatnymi liniami roślinnymi i złoceniami, które nie dominują, lecz pojawiają się dokładnie tam, gdzie powinny.

Trochę jak kardamon w samej recepturze.

Nie za dużo.

Tyle, żeby zostało w pamięci.

Nowość, która dobrze wygląda na stole

To jedno z tych pudełek, których nie trzeba chować po otwarciu.

Może leżeć obok filiżanek podczas popołudniowej kawy. Można zabrać je na spotkanie. Podarować komuś zamiast kolejnego oczywistego pudełka pralinek.

Bo dobry prezent nie zawsze musi być duży.

Czasem powinien być po prostu dobrze wybrany.

A połączenie śliwki, belgijskiej czekolady, kawy i kardamonu zdecydowanie nie należy do smaków oczywistych.

Najlepiej z kawą. Albo bez żadnej okazji

Oczywiście można podać je do espresso.

Do cappuccino.

Do czarnej herbaty.

Do kieliszka dobrego alkoholu.

Ale istnieje również sposób znacznie prostszy.

Otworzyć pudełko wieczorem.

Wyjąć jedną śliwkę.

Spróbować.

Potem drugą.

I dojść do wniosku, że właściwie żadna szczególna okazja nie była potrzebna.


Nowość: Śliwki w belgijskiej czekoladzie z kawą i kardamonem

Kandyzowana śliwka, aksamitna belgijska czekolada, aromatyczna kawa i delikatna nuta kardamonu. Ręcznie pakowane w naszej krakowskiej manufakturze, w nowym eleganckim opakowaniu ze złoceniami.

Cztery smaki. Jedna śliwka. I zdecydowanie za mało powodów, żeby skończyć na jednej.